środa, 4 lipca 2012

W weselnych klimatach

Stało się! Pierwsza odstrzelona osoba w moim pokoleniu. Teraz zaczną się zaręczyny, śluby, wesela, pytania, życzenia, białe sukienki, pierścionki zaręczynowe, ślubne obrązki...
Moi dwaj starsi bracia już zaręczeni -.- Teraz zaczną się pytania: A kiedy ty? A kiedy zaręczyny? A kiedy ślub? W sumie to im się nie dziwię. Zawsze byłam im znana z tego że gram solo. A tu nagle. Mężczyzna. Jezus Maryja i święty Józefie.

Moja cioteczna siostra wyszła za mąż. Po bodajże cztero czy pięcioletnim związku, roku zaręczyn, wreszcie z Karoliny Przybyszewskiej stała się Karoliną Garal. Dla mnie to było dosyć ważne wydarzenie, bo po raz pierwszy moja rodzina miała poznać szaleńca i straceńca, który się ze mną związał. Ślub był piękny. Z wychowania jestem cynikiem, kiedy inni płaczą i śmieją się, wzruszają, zachwycają i klaszczą, ja na popielniczkę zwiedzam dalekie krainy albo wypatruję much na suficie. Ale na tym ślubie się popłakałam- mimo że w sumie nie jestem z moją siostrą zbyt blisko. Mamy raczej różne charaktery. I wystraszyłam się, ze nie dam rady jej złożyć życzeń- No bo co to za wiocha, ja buc, płaczę na ślubie? Toż to takie amerykańskie, hollywoodzkie i babskie. Buce nie płaczą. Na szczęście zanim cały tłum gości się przewinął przez ramiona weselnej pary, zdążyłam się uspokoić. Z opanowaniem im pogratulowałam, pochwaliłam sukienkę siostrzaną i ukradłam buziaka jej małżonkowi.
 Ślub był dosyć długi, bo było dużo ceremonii neokatechumenalnych, ksiądz śpiewał (Piotr był tym zachwycony) a ja byłam wściekła, bo jakieś trzy przyjaciółeczki z Pcimia Dolnego albo nie wiadomo kurwa skąd wepchnęły się do 3 ławki gdzie powinna siedzieć rodzina i stwierdziły, że nas nie puszczą. No trochę kultury! Ale mniejsza.
  Wesele przednie. Szkoda tylko, że tak gorąco. Świetny didżej, dużo fajnej muzyki. Był drink bar, czym byłam zachwycona. Mój brat śmiał się, że po godzinie wypróbowałam wszystkie drinki z karty. To pewnie dlatego jak Piotr tańczył ze mną, to na jego 20 kroków wypadały moje 2. Albo to wina szpilek.
  Odkryłam, że mój luby ma jeszcze jedną zaletę, mianowicie- tańczy! Narzeczona mojego brata stwierdziła nawet, że jak Patrick Swayze:) Byłam z niego dumna. Rodzinie się podobał. Przepił mojego brata i został zaproszony na imprezę za 2  tygodnie. Ja się wytańczyłam, choć szczerze mówiąc jeszcze mi mało. Tylko jedzenie było paskudne. Poszłam z myślą, że po tym całym odchudzaniu wreszcze się najem jak dzika świnia, posiedze przy stole i się napiję. A tu lipa. Jedzenie słabe, muzyka dobra, ciągle na parkiecie. Tylko tort był dobry (na załaczonym obrazku), ale oczywiście go nie zjadłam, bo wcześniej najadłam się jakichś niedobrych rzeczy;/



Karolina już stracona dla świata. Sebastian i Kamil się zaręczyli. Wszyscy teraz z uwagą spoglądają na mój palec i myslą: czy to ten, czy nie ten? Cóż. Chyba ten. Robi się poważnie. Moja mama to już nawet z Piotrem się zastanawiają nad menu weselnym. Szaleństwo ślubno weselne się zaczeło w mojej rodzinie. Memu pokoleniu w drogę czas. Masaaaaakra. Ale jedno wiem. Ja do ślubu pojadę z obstawą harleya-davidsona:)

Uciekająca Panna Nie-dotykaj
Abbs

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz