poniedziałek, 9 lipca 2012

Przez żołądek do serca?

Może i tak. Jest to nawet bardzo prawdopodobne. No bo czyż dla kobiety największym wyróżnieniem nie jest, kiedy jej mężczyzna powie jej że, gotuje tak dobrze jak jego matka? Rodzicielkę ciężko przebić. Samo serwowanie lub jedzenie posiłku nie jest jednak tak przyjemne i... no nie wiem- Zabawne? Pociągające?- jak wspólne gotowanie. Przekonałam się o tym dziś około pierwszej w nocy, kiedy piekłam z Piotrem domową pizzę.
Do tej pory byłam wystarczająco zszokowana, że mogę z moim mężczyzną rozmawiać o gotowaniu- nie tylko o schabowym z burakami. Dobry Boże, on wie co to jest SOS BESZAMELOWY. Co więcej, on zna przepis:) Niewielu takich dotąd spotkałam. Po dziesiejszej nocy stwierdzam jednak, że równie przyjemne, jeśli nie przyjemniejsze, jest wspólne gotowanie: Rozdzielanie zadań i obowiązków, wspólne doprawianie potraw, dzielenie się sposobami, wiedzą i spostrzeżeniami. To strasznie spaja związek- i nie tylko. Każdą znajomość, przyjaźń czy cokolwiek. Ale w wymiarze związku ma to taki dziwny, ciepły urok.
 Piotr pewnie nie jest tego samego zdania. Najpierw kazałam mu przygotować kolację, podczas kiedy ja siedziałam na parapecie ze szklanką zimnej wody z cytryną. Szybko jednak poszłam w ślady mojej mamy (ona to zawsze robi, czym doprowadza mnie do szału!) zaczęłam mu mówić po kolei co ma robić, zaglądać na patelnię, w końcu na widok tego, jak kroił cebulę zabrałam mu nóż i sama się wepchnęłam na pozycję kucharza. Koniec końców pizza została upieczona wspólnymi siłami, tak jak pierwotnie było zaplanowane. Wyszła pyszna. I baaardzo sycąca. Po dwóch kawałkach padłam na łóżko nie będąc w stanie się ruszyć:)

Abie


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz