Mam dziwne wrażenie że moje dotychczasowe myślenie o związkach było mieszaniną realizmu i mitycznych, babskich wyobrażeń- nie wiem czego bardziej. Jezu! Kiedyś byłam opanowaną realistką, której nikt nie potrafił wyprowadzić z równowagi. Miałam swoje zdanie, byłam raczej samotniczką, potrafiłam postawić na swoim. A teraz? Stałam się jakąś furiatką. I nie wiem czy to hormony, czy po prostu facet na którym mi zależy robi ze mnie zupełnie innego człowieka. I czy to normalne, dopuszczalne w pewnych granicach, czy też powinnam się bronić rękami i nogami przed angazowaniem się w związek. Bo wiadomo- związek, znaczy kompromisy. A ja do tej pory byłam raczej bezkompromisową osobą. I całkiem nieźle wychodziło mi wytyczanie granicy w angażowaniu się. Do teraz. Czy to właśnie tak wygląda, że TA osoba denerwuje cię niepomiernie, że masz ochotę detonować bombę atomową, a jednocześnie kiedy jej nie ma to tęsknisz tak bardzo, że nie możesz usnąć, jeśli nie ma jej obok? Czy to właśnie tak wygląda, że zadajesz sobie milion pytań, masz setki wątpliwości kiedy jego/jej nie ma w pobliżu, ale zapominasz o tym wszystkim kiedy on/ona jest obok? Czy nie powinno być własnie tak, że przy tej drugiej osobie jesteś sobą, po prostu- bez udawania? I nie powinnaś się zmieniać? Tak mi się zawsze wydawało...
A może ja po prostu zawsze byłam stukniętą furiatką?
Boże, Jezu, wszyscy święci. Ja prosiłam. Prosiłam, zawsze usilnie. Z miłością z daleka ode mnie. Na milę. Czego dokładnie w stwierdzeniu: "Nie chcę się nigdy zakochać" nie zrozumieliście?!!!
Po raz kolejny o tym samym
Cholerycznie
Idiotycznie
Abbs
Miłość nie jest złem- wszak Bóg pobłogosławił ludzi by się kochali i łączyli w pary. Po prostu trzeba być dojrzałym, empatycznym człowiekiem, który widzi więcej niż czubek swego nosa, aby próbować z kimś się wiązać. Ponadto, aby próbować z kimś być trzeba- paradoksalnie- zapomnieć o sobie i całkowicie oddać się drugiemu człowiekowi. I to działa w dwie strony <: W skrócie- mniej wymagać, więcej dawać. Wtedy możemy mówić o dojrzałym związku dwojga ludzi. Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńOwszem, ale życie to nie bajka a żaden związek nie jest idealny, bądźmy realistami. Miłość oczywiście nie jest złem- W sumie to jest najlepszą rzeczą, jaka nas może spotkać: obojętnie w jakiej postaci. Poza tym emocjonalne podejście do życia nie świadczy jeszcze o niedojrzałości i braku empatii- my ekstrawertycy po prostu musimy uwolnić te emocje, którzy inni kryją w sobie. Na swoje usprawiedliwienie powiem że każdemu puszczają czasem nerwy- co wcale nie świadczy o jego niedojrzałości. Św. Piotr też był człowiekiem gorączką. Ja preferuję ten typ człowieka. Z kimś takim przynajmniej wiadomo na czym się stoi.
OdpowiedzUsuń