Post-anegdotka do wczorajszej żółci i goryczy:
Stara znajoma napisała mi o moim blogu, że lubi, jak o beznadziei życiowej pisze się w pozytywnym przekazie:))
Prócz tego że oczywiście mi to pochlebiło, to dodatkowo rozbawiło- Tak sobie czytam mój ostatni post i ni w ząb nie mogę tam znaleźć pozytywnego przekazu. Więc chyba chodzi o przedostatni.
A co do recepty na pieski humor?
Weź ciepłą bluzę, idź na dłuuuuuugi spacer. Jako Warszawianka proponuję taki przez most Gdański, nad Wisłą, potem koło tych świecących czad-fontann, przez stare miasto aż do domu.
Możliwość alternatywna (ale ja je połączyłam, wychodząc z założenia, że kumulacja da lepszy efekt): kup sobie dwa piwka i wleź na drzewo z trzema wariatami, spędź tam 3 godziny: od razu świat przedstawia się w mniej czarnych barwach.
Głównie dlatego, że jest noc, ciemno i generalnie niewiele widać. Ale nie tylko.
Mnie pomogło. Bon apetit!
Abie
PS: Bardzo się cieszę, że ktokolwiek zainteresował się moją ankietą, wasze zdanie na temat mostów jest dla mnie oczywiście niezwykle istotne. Jak na razie wszystkie idą łeb w łeb prócz Poniatowskiego- on nie ma zwolenników. Niech ludź, który zaznaczył inne-jakie? napisze mi w komentarzu do posta, który most mi proponuje:)
Czym się różni most Poniatowski od mostu Poniatowskiego? Możesz pod nim zamieszkać (albo pod Siekierkowskim). Mieszkam blisko to Ci dowiozę suchy chleb i wodę w razie potrzeby.
OdpowiedzUsuńAśka
Niczym się nie różni, coś mi się pomyliło i nie zauważyłam że napisałam 2 razy, a potem nie chciało mi się zmieniać:) Ta opcja z chlebem i wodą jest niezła, przynajmniej zrzucę kilka kilo :D No i są tam plaże, więc bd miała miękko.
OdpowiedzUsuń