poniedziałek, 18 czerwca 2012

Giń ludzkości!

Ostatnio mój stan psychiczny nie przedstawia się zbyt dobrze. Mam wahania nastrojów, z przewagą wściekłej furii spowodowanej ludzką głupotą i prostactwem.Głupotę jeszcze mogę wybaczyć- Nie wina idioty że się urodził z niedowładem szarych komórek. Ale prostactwa nie zdzierżę. Tak więc, aby nie stresować się zbytnio- a jeszcze bardziej otoczenia- postanowiłam, że zamiast wyładowywać negatywną energię na Bogu ducha winnych ludziach wokół, będę pisać sobie bloga- I tu będę słać klątwy na ludzką rasę.
 Tak więc "Pogarda prostactwu", Rozdział 1

Nienawidzę prostaków. A z tych wszystkich prostackich prostaków, z tych wszystkich chamów nad chamami wywodzącymi się jeszcze z cuchnącego zapijaczonego sarmackiego warcholstwa Rzeczpospolitej Obojga Narodów nienawidzę prostackich pracodawców. Pracodawców, którzy przyjmują cię na czas próbny, po jednym dniu wpisują cię w grafik na nie wiadomo ile godzin i nie wiadomo ile dni, obiecują złote góry, pełen etat, fartuszek i koszulkę firmową, po czym 5 godzin później dzwonią do ciebie i stwierdzają, żebyś jednak nie przychodziła i bez tłumaczenia się rozłączają. Nienawidzę ich tym bardziej, że po oddzwonieniu do nich mówią, że w sumie nie wiedzą, dlaczego jednak cię nie chcą i po prostu cię zwalniają.

Tak, wiem. W świetle prawa pracowniczego pracodawca ma prawo mnie zwolnić w czasie próbnym, a zwłaszcza wtedy, gdy nie ma jeszcze podpisanej ze mną umowy. Mimo wszystko twierdzę, że tak nagłe odebranie kilku zmian bez słowa wytłumaczenia i nawet poinformowania, że ze mnie rezygnują, jest prostackie. Gińcie prostacy.

Denerwują mnie też prostaccy pracodawcy, którzy oczekują umiejętności, zaangażowania, pełnej gotowości i inwencji twórczej, w zamian nie dając nic- Co więcej!- Nie posiadając samemu walorów, których wymagają od pracownika. Denerwują mnie pracodawcy, którzy czepiają się o ułożenie frędzli w mopie podczas zmywania podłogi i o to, że bułka na grilla jest okrągła a nie prostokątna. Denerwują mnie pracodawcy, którzy wiecznie wyglądają, jakby im końskie łajno podsunięto pod nos. A już do szału doprowadzają mnie wykształcone panie manager, które żądzą się i dyrygują, a nie potrafią przeprowadzić krótkiej i banalnej rozmowy w języku angielskim na temat wynajęcia lokalu na imprezę i w tym celu wołają szarą pomiataną przez nich barmankę. Gińcie tępe patałachy! Idźcie do szkoły! Uczcie się, do jasnej cholery, to może nabędziecie chociaż jedną milionową część praw do pomiatania ludźmi!

Zbulwersowałam się dnia dzisiejszego. By ukoić nerwy, upiekłam ciastka. Francuskie. Z czekoladą i truskawkami. Nawet one mnie musiały wyprowadzić z równowagi, bo mnie poparzyły. Dranie jedne.

Abie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz